Świadectwa
Różni ludzie, różne miejsca, różne historie, ale połączyło ich jedno – spotkanie ks. Mieczysława Kozłowskiego
Gdy po pierwszym roku studiów zdecydowałam się dołączyć do DA, wahałam się między św. Anną a św. Krzyżem.
Po pierwszym spotkaniu pod opieką ks. Mieczysława Kozłowskiego nie miałam wątpliwości, że zostaję tutaj i nigdy nie żałowałam tej decyzji, do czego w dużej mierze przyczynił się właśnie ks. Miecio.
Przy nim każdy czuł się ważny, potrzebny, zauważony, jedyny. Można powiedzieć, że choć było nas naprawdę wiele, „znał każdego po imieniu”, jak Bóg, i emanował prawdziwie ojcowskim ciepłem, karmił nas swoją miłością, stwarzał poczucie bezpieczeństwa, rozdając siebie, i w tym był prawdziwie eucharystyczny, jak przystało na kapłana.
Można powiedzieć, że swoje kapłaństwo realizował w relacjach i był prawdziwym mistrzem tych relacji. Ciągnęli za nim studenci, parafianie, a potem też byli parafianie, współbracia w kapłaństwie, rodzina bliższa i dalsza, przyjaciele, wychowankowie, a on umiał tych ludzi ze sobą łączyć (również na stałe węzłem małżeńskim :)), znajdował dla wszystkich czas, dobre słowo, otwartość i uśmiech, który prawie nie schodził z jego twarzy.
W 19 rozdziale Ewangelii Mateusza czytamy: "I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma". Na pewno w ks. Mieciu spełniła się ta obietnica Chrystusa; oprócz darów, które otrzymał z racji powołania, Bóg obdarzył go wieloma duchowymi dziećmi, a więc my też byliśmy i jesteśmy tym obiecanym „stokroć”, bo który ojciec ma tyle dzieci?
27 listopada 2020, w 190 rocznicę objawień Cudownego Medalika, po 33-dniowym przygotowaniu, ks. Miecio złożył Akt oddania swojego życia Jezusowi przez ręce Maryi i dwa i pół miesiąca później Bóg wziął to życie w sposób dosłowny, bo żaden kapłan nie żyje i nie umiera dla siebie.
"Zabierz pasterza, a rozproszą się owce" – czytamy w innym miejscu Ewangelii Mateusza. Pasterza z nami niestety już nie ma, a jednak owce trzymają się razem. Jestem pewna, że nasz drogi Szef umarł też właśnie za nas, „abyśmy byli jedno” także po jego śmierci i abyśmy nie stracili wiary w tych czasach zamętu i niepokoju.
Św. Jan Paweł II powiedział takie piękne słowa: "Życia człowieka i jego samego nie da się zamknąć jedynie w ramy czasowe: żył od… do, bo to, co po nim pozostaje w ludzkich sercach, jest przedłużeniem tego życia, jego dopełnieniem, jego owocowaniem i to jest niezniszczalne".
Wierzę, że to, co pozostawił ks. Miecio w naszych sercach, jest właśnie niezniszczalne, jest jak nieusuwalny ślad w sercu, który sprawia, że duchowo jest w nas stale obecny i żywy, trwa w nas i nas jednoczy – i niech tak pozostanie.
Świadectwo 1Jola, Warszawa
Poznałem ks. Mieczysława w szkole średniej jako opiekuna ministrantów i katechetę w roku 1982. Poruszający był jego spokojny optymizm i zdolność do łączenia z Bogiem i ludźmi tych, za których był odpowiedzialny.
Po kilku latach z radością przyjąłem jego zaproszenie do wstąpienia do Duszpasterstwa Akademickiego i wyjazdu na obóz zimowy do Ochotnicy. Problemem był dla mnie brak nart. W bardzo naturalny sposób ofiarował mi wtedy upragnione narty.
Gdy wstępowałem do warszawskiego seminarium duchownego w trzeźwy sposób wskazywał, że mogę spotkać się z gorszącym zachowaniem kolegów czy konfliktami, ale nie powinno mnie to zniechęcić do służby Panu Bogu.
Cieszyłem się uczestnictwem w pierwszych pielgrzymkach grupy Białej WAPD (Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Diecezjalnej). Wyrosła ona z Duszpasterstwa Świętego Krzyża, ku wielkiej radości ks. Mieczysława. To wspólne pielgrzymowanie w sierpniu 1989, 1990 i 1991 było niezwykle cenne. Pielgrzymka w 1991 oznaczała uczestnictwo w Światowych Dniach Młodzieży w Częstochowie, gdy półtora miliona młodych ludzi słuchało z uwagą słów Jana Pawła II.
Otwarte serce i otwarte drzwi ks. Mieczysława były szczególnie istotne w ważnych i trudnych chwilach: prymicji, pierwszej parafii, śmierci rodziców.
Świadectwo 2ks. Grzegorz Bachanek, Warszawa
Ks. Mieczysław Kozłowski CM, w moich latach studenckich duszpasterz akademicki z kościoła Świętego Krzyża w Warszawie – nasz Duszpasterz, „Szef” i Przyjaciel.
Ostatnie wspólne spotkanie trzy lata temu, kiedy obchodził swoje 70. urodziny, nie zapowiadało, że Jego droga życia doczesnego urwie się tak niespodziewanie i nagle. Odszedł do domu Ojca, pozostawiając nas w głębokim smutku i bólu.
Wracają wspomnienia wspólnej modlitwy, otrzymanego wsparcia duchowego, wyjazdów w góry, pielgrzymowania, ale też spotkań przy stole do ping-ponga czy na torze łyżwiarskim na Stegnach. Wraca wspomnienie młodości, ożywionych dyskusji, a nawet sporów ideowych. Trzeba sobie teraz poradzić z poczuciem straty i pustki... i żalu po spotkaniach, na które nie dojechałam z błahych powodów i... których już nie da się nadrobić.
Ks. Mieczysław był moim przewodnikiem duchowym i mentorem w latach studenckich, a ja jego „uczennicą” i... oponentką – bo nie raz się nie zgadzaliśmy w szczegółach, będąc osadzonymi na tych samych fundamentach wartości. Głównie chodziło o postrzeganie społecznej roli dziewczyny i kobiety. Choć Ksiądz – trzeba przyznać – mając spojrzenie tradycjonalisty, nigdy nie był fundamentalnym antyfeministą, a ja postrzegając tę rolę bardziej nowocześnie i w sposób „zbuntowany”, nie byłam i nie jestem feministką.
Szef był niekwestionowanym liderem naszej społeczności akademickiej i autorytetem. Ta społeczność przetrwała wiele lat i mam poczucie przynależności do niej, chociaż tak jak w czasach akademickich, tak i teraz, nie mieszcząc się do końca w jej ramach. Będąc ciut z boku, lecz sercem w środku, ze wszystkimi.
Jednego jestem pewna, patrząc na dzisiejsze spory i dylematy wokół instytucji Kościoła w Polsce i na świecie: gdyby duszpasterze, proboszczowie, opiekunowie seminarzystów (wszystkie te role wypełniał śp. ks. Mieczysław) byli podobni do niego, nie byłoby tych sporów i dylematów.
Człowiek silnej wiary, klarownej postawy, otwartego serca i mądrości życiowej. Był spełniony w swojej kapłańskiej i życiowej posłudze, gotowy na odejście – tak deklarował najbliższym przyjaciołom.
Niech odpoczywa w spokoju wiecznym, na który zapracował całym swoim życiem.
Świadectwo 3Elżbieta Gnatowska, Warszawa
Jego sposób bycia był zupełnie nienarzucający, ale niezwykle sprawczy. Nie był kwiecistym mówcą, ale jego kazania zawsze były ciekawe i zmuszały do refleksji. Każde słowo jego wypowiedzi trafiało bezpośrednio do serca. Potrafił rozmawiać z każdym, bez względu na wykształcenie, wiedzę, umiejętności zawodowe. Nikogo nigdy do niczego nie zmuszał, dawał przestrzeń do własnej decyzji, pokazując w krótkich konkretnych słowach kierunek, ten słuszny, ku Bogu. Nikogo nie udawał, po prostu "robił swoją robotę", nie wywyższając się, tylko stając obok drugiego człowieka jak równy z równym.
Świadectwo 4Anna Jakubik, Wrocław
Górale go kochali. Pokochali go od pierwszych dni jego posługi na Olczy w Parafii Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik. Więcej pisać nie trzeba – bo zdobycie szacunku górali to wielki wyczyn. Ks. Mieczysław umiał z nimi rozmawiać, rozumiał ich mentalność, wiedział, jacy są, i po prostu był dla nich. A oni dla niego. W jego skromności tkwiła siła, a w działaniu na rzecz parafian miłość – do Boga. Umiał słuchać. Umiał doradzić. Nigdy nikogo nie zbył brakiem czasu. Czas dla drugiego człowieka był jego kluczem do serc ludzkich.
Świadectwo 5Wojciech Kowalski, Zakopane
Ks. Mieczysław miał dwie pasje sportowe: jazda na nartach i gra w tenisa stołowego.
Szybko dochodziło do sprawdzianu umiejętności u osób chwalących się, że lubią grać w tenisa stołowego, bowiem praktycznie we wszystkich miejscach, w których posługiwał ks. Mieczysław, były stoły do tenisa – np. w dolnym kościele Świętego Krzyża w Warszawie czy na Olczy w Zakopanem, w salce w podziemiach kościoła.
Nasz pierwszy pojedynek miał miejsce dość późno (chyba w 1988 r.) w stosunku do mojego stażu, jaki już miałem w Duszpasterstwie, bowiem ksiądz Mieczysław wiedział, że gram zawodniczo w II lidze.
Z racji, że ks. Mieczysław był sportowcem szalenie ambitnym, dużo trenował przed naszą pierwszą grą, bo nie lubił przegrywać. Mecz wygrałem, bo jednak sport zawodniczy a amatorski to duża przepaść, jednak to nigdy nie zniechęciło ks. Mieczysława. Jak tylko nadarzała się jakaś okazja, rozgrywał ze mną mecz.
Pamiętam jeden taki szczególny pojedynek podczas jego obchodów 30-lecia kapłaństwa na Olczy, gdzie w finale turnieju tenisowego zagrałem z ks. Mieczysławem. Wszyscy gromko mu kibicowali, a mnie, pomimo że byłem faworytem i rutyniarzem, drżały ręce jak przed maturą. Tymczasem Szef, unoszony okrzykami wszystkich zebranych, grał jak natchniony i tylko dzięki dobrym serwisom udało mi się wtedy wygrać.
Po tym meczu podszedł do mnie, oczywiście pogratulował, a chwilę później przyjął postawę bokserską i lekko pukając mnie pięścią w ramię, zapytał: „A może stoczymy walkę bokserską?”.
Bo okazało się, że również i ta dyscyplina nie była mu obca.
Z innych ciekawostek sportowych wspominam również rok 1989. To właśnie wtedy odbyły się chyba pierwsze oficjalne mistrzostwa Polski księży w tenisie stołowym, które w kategorii „old boy” wygrał ks. Mieczysław Kozłowski. Sama informacja o tej wygranej nie jest tak zaskakująca jak ta, że nikt z organizatorów ani uczestniczących tam księży nie chciał uwierzyć, że Szef miał skończone 40 lat. Zażądano od niego okazania dowodu osobistego, co dla ks. Mieczysława było rzeczą niepojętą i oburzającą, aby osobę duchowną prosić o taką weryfikację wieku. Każdą okazję wykorzystywał do aktywności sportowej, nawet w trakcie pielgrzymki do Lourdes w 1989 r., podczas przystanku w Niemczech, graliśmy w tenisa stołowego na hali sportowej.
Był wysportowany i miał zawsze młodzieńczą werwę. Właśnie te cechy niejednokrotnie wpływały na tak dobre relacje z młodymi ludźmi.
Świadectwo 6Jarosław Adamkiewicz, Warszawa
Podczas posługi w parafii na Olczy w latach 2003–2012 śp. ks. Mieczysław przyczynił się do upiększenia świątyni, jak i terenu wokół niej. Dzięki jego staraniom prezbiterium kościoła zyskało nową figurę Matki Bożej, a na białym marmurze napis z Cudownego Medalika „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy”. Powstały cztery boczne drewniane ołtarze góralskie poświęcone św. Wincentemu a Paulo, św. Józefowi, św. Janowi Pawłowi II oraz Miłosierdziu Bożemu, a także góralska szopka bożonarodzeniowa z nowymi figurami. Dokończone zostały witraże w całym wnętrzu kościoła. Na zewnątrz odnowiono mur oporowy, upamiętniono tragedię smoleńską, poświęcając pomnik tym, którzy wtedy zginęli. Przeprowadzono również remont Domu Misyjnego.
Duża liczba pielgrzymujących do jedynej w Polsce pod tym wezwaniem świątyni oraz starania kapłanów z księdzem proboszczem na czele, spowodowały, iż dekretem z 2008 r. kościół został ogłoszony saanktuarium, a śp. ks. Mieczysław został jego kustoszem. 27 lipca 2009 r. odbyła się pierwsza Procesja Różańcowa Światła, która zapoczątkowała comiesięczne spotkania modlitewne.
Po zakończeniu pracy jako proboszcza w sanktuarium Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik na Olczy, rozpoczął posługę w bydgoskiej bazylice św. Wincentego a Paulo. Pomimo prawie 600km dzielących Olczę od Bydgoszczy wielokrotnie zapraszał zespół „Giewont” na góralskie kolędowanie do Bazyliki, podkreślając swoje przywiązanie do olczan i góralszczyzny. Mówił też, że jak przejdzie na emeryturę, to chciałby wrócić w góry, do „swoich”. W dniu 1 lipca 2019 r. marzenie się spełniło i powrócił na Olczę do Matki Bożej od Cudownego Medalika.
Śp. ks. Mieczysław Kozłowski opiekował się także, założonym w 2004 r. na Olczy, Apostolatem Maryjnym, organizując dla należących do niego osób i parafian pielgrzymki oraz spotkania modlitewne. Pod swoją opieką miał również Parafialny Regionalny Zespół Giewont, wraz z członkami zespołu wyjeżdżał na występy krajowe i zagraniczne, zawsze był szczęśliwy, gdy słyszał muzykę góralską.
Z uwagi, że posługa kapłańska była dość trudna, zwłaszcza dla przyjezdnego księdza do góralskiej parafii, to śp. ks. Mieczysław Kozłowski zakorzenił się w Zakopanem-Olczy, będąc dobrym „Gazdom” olczańskiej świątyni, otwartym i służącym pomocą, umiejącym słuchać innych. Z niezwykłą charyzmą potrafił przekazać słuchaczom Słowo Boże w kazaniach.
Pomimo iż śp. ks. proboszcz M. Kozłowski na pewno spaceruje już po niebieskich graniach, ciesząc się ze spotkania z Ojcem, to nam parafianom trudno się pogodzić z jego nagłym odejściem, a jego brak jest powodem dużego smutku.
Świadectwo 7Katarzyna Stachoń-Groblowy, Zakopane Olcza
Z wielkim smutkiem przyjąłem informację o śmierci ks. Mieczysława Kozłowskiego, byłego proboszcza Parafii pw. Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik. Jego praca na rzecz społeczności naszego miasta jest nie do przecenienia. Wykonywał ją z wielkim zaangażowaniem i życzliwością Panu Bogu na chwałę i ludziom na pociechę. Choć przejście do Domu Ojca jest dla każdego chrześcijanina radością, to brak dobrego Człowieka na ziemi odczuwają najbardziej ci, którzy pozostają. Wierzę jednak, że śp. ks. Mieczysław będzie wspomagał Mieszkańców Zakopanego, w szczególności swoich Współbraci i Parafian Olczy, orędując u Niepokalanie Poczętej. Śp. ks. Mieczysław Kozłowski pozostanie w naszej pamięci jako Człowiek Wielkiego Serca.
Świadectwo 8Leszek Dorula, Burmistrz Miasta Zakopane
"Z Chrystusem wszystko ma sens, nawet cierpienia." Dziękujemy Bogu, że postawił ks. Mieczysława Kozłowskiego na naszej drodze. Jemu zaś dziękujemy za wszystkie działania i inicjatywy podejmowane na rzecz parafii i parafian, którym oddawał się bez reszty. Zawsze był blisko, zawsze cierpliwie słuchał, radził, wspierał. Nie myślał o sobie, a o tych, którzy potrzebują pomocy i podawał im przyjacielską dłoń. Widział w ludziach dobro nawet wtedy, gdy je głęboko ukrywali. Ubolewał nad niezrealizowanymi projektami i niesprawiedliwymi osądami, jednocześnie służąc najlepiej jak tylko można było. Skromny, dyskretny, łagodny - takim Go zapamiętamy.
Świadectwo 9Izabela i Andrzej Deliktowie z rodziną, Bydgoszcz
Ksiądz Mieczysław był wzorem Kapłana, Przyjaciela i Człowieka. Wszystkim życzliwy, służący dobrą radą. Pozostanie w naszych sercach i pamięci.
Świadectwo 10A.T. Ziela, Bydgoszcz
Wielki Człowiek, kapłan o pięknym sercu, szczery, skromny, czciciel Niepokalanej Matki. Cześć Jego pamięci.
Świadectwo 11Elżbieta, Bydgoszcz
Gdy rozmawiałam z ks. Mieczysławem czułam jak płynie od Niego ciepło, zrozumienie i dobro. Brakuje nam Go cały czas. Pokochaliśmy Go i nie zapomnimy o tym wyjątkowym Kapłanie.
Świadectwo 12Ewa i Paweł Gąsiorowscy, Bydgoszcz
Dziękuję księże Mieczysławie za Twoją posługę duszpasterską w naszej parafii św. Wincentego a Paolo w Bydgoszczy. Byłeś świetnym proboszczem, który zawsze był uśmiechnięty i zawsze pogodny. Twoja ziemska podróż dobiegła końca. Pan powołał Cię, abyś dalej służył Bogu.
Świadectwo 13Krzysztof, Bydgoszcz
Ksiądz Mieczysław Kozłowski nasz kochany i przez nas kochany kapłan. Opiekun "Żywego Różańca" był dla nasz jak ojciec i przyjaciel. Ile mamy wspomnień i radości z pielgrzymek, w których nam towarzyszył. Pokochaliśmy Olczę - to piękne sanktuarium Matki Bożej, Zakopane, jego okolice, które organizacyjnie nam pokazywał. Teraz tam został na stałe, ciężko jest nam, bo nie zobaczymy Jego uśmiechu. Będzie brak przytulenia, rozmów, ale jest Tam i myślimy, że będzie na nas Tam czekał.
Świadectwo 14Zdzisława Malewicz, Bydgoszcz
"Więc idź szukaj dróg i ludziom zawsze podaj swą pomocną dłoń, bo trzeba umieć kochać wciąż - omijać zło."
Dziękujemy Ci księże Mieczysławie za wszystko co uczyniłeś nam Seniorkom ZHP z kręgu "Wędrowniczek po Zachodnim Stoku" z Bydgoszczy. Za Twoje wrażliwe serce pełnej ojcowskiej troski, dziękujemy!!!, a pamięć o Tobie żyć będzie zawsze w naszej pamięci. Cześć Twojej pamięci! Czuwaj!!!
Świadectwo 15phm Krystyna Miszczuk, hm Helena Karabasz, zuch Małgorzata, Bydgoszcz
Dziękujemy za to (m.in.) że gdy ks. Mieczysław odwiedził nas podczas kolędy, gdy przyjechał do Bydgoszczy, nie spieszył się, został dłużej, mimo iż to było ostatnie mieszkanie, które odwiedził. Opowiedział o tym, jak jest szczęśliwy, że jest teraz blisko Rodziców, Mamy i Taty. A teraz jest z nimi. Szczęśliwy. My tylko osamotnieni. Bogu niech będą dzięki za Niego.
Świadectwo 16Rodzina Norkowskich, Bydgoszcz
Księdza Mieczysława Kozłowskiego - proboszcza Parafii, zapamiętałam jako człowieka niezwykle skromnego, pobożnego, który serce miał dla wszystkich na dłoni. Człowiek, który w swojej skromności robił bardzo dużo nie czekając na poklask. Atmosfera, którą wprowadził do kościoła sprawiła, że mimo, że nie jest to moja parafia, od lat uczestniczę w życiu tego kościoła i dzięki Bogu, że są Jego kontynuatorzy. Człowiek niezwykłej dobroci - trudno uwierzyć, że odszedł tak szybko. Polecając Go Miłosierdziu Bożemu proszę o łaskę Nieba dla Niego, a dla Rodziny o pocieszenie i orędownictwo u Pana. R.I.P.
Świadectwo 17Izabela, Bydgoszcz
"Nie jest dobrze, jest bardzo dobrze" - tak nas zawsze motywował ks. Mieczysław Kozłowski.
Świadectwo 18Liturgiczna Służba Ołtarza, Bydgoszcz
Dziękuję Bogu, że postawił na mojej drodze życia księdza Mieczysława. Dziękuję za jego nauki, ciepłe słowa i życzliwość. Kto teraz będzie mówił "Aniołku, jak się czujesz?" Wieczny odpoczynek daj mu Panie.
Świadectwo 19Jadwiga, Bydgoszcz
Ks. Mieczysław ufał Bogu całe swoje życie, które dla Niego poświecił. W końcu doczekał się spotkania z Nim. Uczciwie służył ludziom i wierzę, że nadal czuwa nad tymi, których pozostawił na ziemi oraz wyprasza potrzebne łaski. Bo właśnie taki był - pamiętał o wszystkich i o każdym z osobna. Jego uwaga podnosiła na duchu i dodawała skrzydeł. Zachęcała do działania. On sam był bardzo pracowity i energiczny. Świetnie kierował pracami renowacyjnymi w kościele św. Krzyża w Warszawie. Zawsze życzliwy, z otwartym ramionami i sercem. Jego sposób bycia był tak przyjacielski, że chociaż był proboszczem, nie stwarzał dystansu do siebie. Każdego traktował tak samo. Był godny do naśladowania - jak budować poprawne relacje z ludźmi.
Świadectwo 21Marcin, Warszawa
Ks. Mieczysław lubił pracować z ludźmi, lubił po prostu spędzać z nimi czas. Spotkanie z drugim człowiekiem było dla niego wielką radością i modlitwą. Kiedy wyjechał z parafii nadal był w niej obecny myślą i sercem. Jeśli tylko praca Mu na to pozwalała przyjeżdżał odwiedzić "stare kąty". Parafianie też odwiedzali Go w Jego nowych placówkach. Teraz będziemy Go odwiedzać w Zakopanem, ale już w innym miejscu i nie przy kawie, którą nas gościł.
Świadectwo 21Andrzej, Warszawa
Bóg zapłać ks. Mieczysławowi za Jego kapłaństwo, dobre słowo, za uśmiech i dobrą spowiedź. Za ducha patriotyzmu, który podtrzymywał w trudnych czasach, za umiłowanie Ojczyzny ziemskiej, żeby była Boża.
Świadectwo 22Maria, Kraków
Miałem przyjemność być "domowym" fizjoterapeutą księdza proboszcza Mieczysława. To były wspaniałe czasy. Traktował mnie jak kogoś bardzo szlachetnego. Wiele się wtedy nauczyłem podczas zabiegów wypełnionych mądrymi rozmowami. Wieczny odpoczynek racz dać Mu Panie.
Świadectwo 23Witold Słomko, Bydgoszcz
Dziękujemy Tobie, Panie za DOBROĆ, którą podarowałeś nam w Twoim kapłanie ks. Mieczysławie.
Świadectwo 24Danuta i Tomasz Dzikowscy, Bydgoszcz
Ks. Mieczysław pięknie odprawił Mszę św. z okazji 50 rocznicy naszego ślubu w 2014 roku. W 2016 roku odprawił Mszę św. i odprowadził mego męża na miejsce wiecznego spoczynku. Jestem Mu za to bardzo wdzięczna, bo pięknie poprowadził obie te uroczystości.
Świadectwo 25Małgorzata Rulka, Bydgoszcz
W naszej pamięci będzie miał zawsze swoje ważne miejsce. To ks. Mieczysław tak bardzo pomógł nam w zorganizowaniu Mszy św. prymicyjnej syna Pawła i całej uroczystości w refektarzu parafialnym. Polecamy Go Bożemu Miłosierdziu.
Świadectwo 26Małgorzata, o. Paweł jezuita i Karol Kowalscy, Bydgoszcz
Moje wspomnienie ks. Mieczysława to moje dzieciństwo. Rodzice byli Jego przyjaciółmi i odkąd pamiętam zawsze Jego imię pojawiało się w naszym domu. Rodzice zabierali mnie na spotkania z Nim w kościele św. Krzyża, do Zakopanego czy Bydgoszczy. Pamiętam Jego serdeczność i troskę. Potrafił rozśmieszyć mnie lub zainteresować czymś ciekawym, nawet jak byłem kilkuletnim chłopcem. Jako dziesięciolatek dostałem od Niego różaniec - wiem, że modlitwa różańcowa była dla Niego bardzo ważna. Zapamiętam Go zawsze uśmiechniętego i lubiącego muzykę. Lubił jak rodzice odwiedzali Go z pozostałymi znajomymi i organizowali wieczorki przy gitarze i śpiewie. Był wtedy bardzo szczęśliwy i emanował tą radością. Uwielbiał słuchać śpiewu. I bardzo lubił sport. Był kibicem, sam jeździł na nartach i na łyżwach, grał w tenisa stołowego, pływał i chodził po górach. Myślę, że ludzie, którzy mieli go za swojego duszpasterza mieli dużo szczęścia, bo to był "równy gość". Moi rodzicie mieli szczęście, że jako studenci spotkali właśnie Jego.
Świadectwo 27Witold, Warszawa
Ks. Mieczysław organizował ciekawe pielgrzymki i dzięki Jego aktywności zobaczyłam ogromny kawał świata. Niezapomniana pielgrzymka do Francji i do Portugalii na zawsze pozostaje w mojej pamięci.
Świadecztwo 28Zofia Małachowska, Bydgoszcz
Dziękujemy, że byłeś z nami Przyjacielu na ziemi i teraz też jesteś - z Nieba czuwasz i wypraszasz łaski dla nas.
Świadectwo 29Jola i Heniek, Bydgoszcz
"
W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem..." Modlimy się o najpiękniejszą nagrodę na mecie doczesności dla ks. Mieczysława, bo swoim życiem i pracą zasłużył na odpoczynek w ramionach Ojca.
Świadectwo 30Rodzina Guzowskich, Bydgoszcz
"Zobaczcie, jak jest dobrze przebywać razem z braćmi...."
Gdy Ania Dominiczak, Marzenka Lechańska i ja dostałyśmy się na studia i zamieszkałyśmy w akademiku, miałyśmy wielką potrzebę przebywania razem z braćmi w Chrystusie. Zaczęłyśmy poszukiwać duszpasterstwa akademickiego, które byłoby nam bliskie. I nie była to Św. Anna ani Św. Jakub, tylko Pan Jezus przyprowadził nas do Duszpasterstwa Akademickiego w Świętym Krzyżu. Ksiądz Mieczysław Kozłowski - opiekun Duszpasterstwa - przygarnął nas swoją ojcowską ręką. Urzekł nas swoją pogodą ducha, łagodnością, zainteresowaniem i tym, że dawał nam do zrozumienia, że my też jesteśmy Tu potrzebne. Dzięki przymiotom serca i duszy Księdza w naszym Duszpasterstwie każdy czuł się ogniwem wspólnego łańcucha - Chrystusowego Łańcucha. Ksiądz Miecio, jak go nazywaliśmy, potrafił tak kierować Duszpasterstwem, że wielu z nas realizowało w Nim swoje pasje i rozwijało talenty, a wszystko odbywało się z nieskrywaną radością. I o tej radości chcę dzisiaj napisać. My, niedoszłe biolożki, jeździłyśmy na spotkania, które odbywały się w kościele w czwartki - zawsze była Msza Święta w dolnym kościele i potem spotkanie tematyczne w salce akademickiej. Kiedy późnym wieczorem wracałyśmy miejskim autobusem do akademika, ogarniała nas niewytłumaczalna radość, która nie przypominała wesołkowatości z usłyszanego żartu. Była to radość wszechogarniająca, rozpierająca, jedyna w swoim rodzaju, wynikająca, jak mi się wydaje, z przyjęcia Najświętszego Sakramentu w czasie Mszy Świętej oraz z przebywania we wspólnocie ludzi, którzy czują i myślą podobnie. Powiedziałabym więcej - była to Radość, którą "daje nam Pan". W ciągu wielu lat po studiach, kiedy spotykaliśmy się co jakiś czas z ks. Mieczysławem we Wspólnocie "Dinozaurów", doświadczałam nie raz tej dobrej, serdecznej radości. Dziś dziękuję Dobremu Bogu, że zaprowadził mnie kiedyś do Duszpasterstwa Akademickiego w Świętym Krzyżu i że duszpasterzem Wspólnoty był Ksiądz Mieczysław. I że ta Wspólnota trwa...
Świadectwo 31Irenka Domańska
Od odejścia księdza Mieczysława Kozłowskiego do Domu Ojca minęły już przeszło dwa lata. Czas płynie szybko, niektóre obrazy powoli zacierają się, inne są wciąż żywe.
Kiedy wspominam księdza Mieczysława na myśl przychodzą sytuacje, które charakteryzują Jego osobowość. Jakim był człowiekiem? Myślę, że jako kapłan – wytrwałym i konsekwentnym pracownikiem Winnicy Pana. Miał talent zjednywania, gromadzenia wokół siebie ludzi oraz ukierunkowania ich działań na wyznaczony cel. Była to na przykład organizacja Grupy Białej pielgrzymki pieszej na Jasną Górę, licznych wyjazdów formacyjnych młodzieży akademickiej, czy też remonty
i czynienie jeszcze piękniejszymi świątyń w parafiach, którymi z woli Opatrzności Bożej dano Mu kierować. Pamiętam jak z dumą pokazywał zmodernizowaną elektrownię wodną w sąsiedztwie kościoła na Olczy w Zakopanem, czy witraże w tamtejszej świątyni. Nie zmodernizował sam elektrowni, nie namalował witraży, ale potrafił tak zjednoczyć siły parafian i zaprzyjaźnionych osób, że możliwe stało się powstanie tych, a także wielu innych dzieł. Dysponował ponadprzeciętnymi zdolnościami organizacyjnymi i wykorzystywał je w czasie posługi kapłańskiej.
Ksiądz Mieczysław był zdecydowanym i nie tracącym czasu w działaniu. Zaznaczyło się to zarówno
w pracach podejmowanych przez Niego na rzecz młodzieży akademickiej, formacji kleryków krakowskiego seminarium, a także społeczności parafialnych. Taka postawa przejawiała się także
w sytuacjach codziennych, prozaicznych. Przywołam tu wspomnienie z dość odleglej czasowo codzienności wyjazdów Duszpasterstwa Akademickiego - z jednego z ostatnich naszych pobytów zimowych w gorczańskiej Ochotnicy. Aura wówczas dopisała, a na okolicznych wzgórzach panowały dobre warunki narciarskie. W Ochotnicy byliśmy już z nowym duszpasterzem. W pewnym momencie dowiedzieliśmy się, że Ksiądz Mieczysław planuje na krótko przyjechać do nas z nieodległego Krakowa, w którym wtedy pracował. Tamtego dnia z grupą znajomych, około południa zjeżdżałem na nartach nieopodal „Łopatówki” (tak na cześć gospodarza nazwaliśmy naszą kwaterę). W pewnym momencie zza zasłony prószącego śniegu wyłoniły się dwie postacie. Był to ksiądz Mieczysław i towarzyszący Mu ksiądz Edward Batko. Tak się złożyło, że stałem na szczycie szykując się do kolejnego zjazdu. Księża podeszli do nas, nastąpiło powitanie, krótka wymiana zdań, a potem….. szybka akcja. Ks. Mieczysław zapytał czy może spróbować mojego sprzętu. Wiadomo, „Szefowi” nie sposób odmówić. Narty błyskawicznie /wraz z butami, pasowały/ znalazły się na nogach przybysza, który pomknął na nich po stoku. Nie pamiętam czy zdążyłem wtedy jeszcze pojeździć do obiadu, ale miałem satysfakcję, że moje „deski” przydały się księdzu.
Takiego księdza Mieczysława Kozłowskiego zapamiętałem; sprawującego msze święte w Dolnym kościele Św. Krzyża w Warszawie, jako duszpasterz akademicki, czy później przy Ołtarzu głównym świętokrzyskiej Bazyliki – jako jej proboszcz. Wspominam Go ze spotkań w bydgoskiej Bazylice oraz kościele na Olczy. Pamiętam - taki szczegół - rakietę do tenisa, którą wypatrzyłem w czasie wizyty na plebani parafii we Wrocławiu.
Zawsze cieszył z naszych odwiedzin, oczekiwał ich. Zauważyłem, że w czasie tych ostatnich stał się bardziej milczący, wolał słuchać niż mówić. I cisza trwa do dzisiaj. Zamilkł, odszedł, chociaż jak wierzę mówi do nas nieustannie, patrząc z Kaplicy Księży Misjonarzy na rozległe pasma Tatr.
Świadectwo 32Krzysztof, Warszawa
Previous
Next